Teneryfa

wyspa wchodząca w skład archipelagu Wysp Kanaryjskich, największa
i najludniejsza. Położona jest na Oceanie Atlantyckim na wysokości północnej części Afryki. Teneryfa należy do Hiszpanii i jest członkiem Unii Europejskiej. Największe miasto wyspy to Santa Cruz, które pełni także funkcje stolicy. Na wyspie płacimy walutą euro €, obowiązuje język hiszpański.

Międzynarodowy Port Lotniczy Aeropuerto de Tenerife Sur Reina Sofia

to jedno z dwóch lotnisk Teneryfy. Położone na południu wyspy, obsługuje ruch międzynarodowy i jeżeli jako środek transportu wybierzemy samolot to na pewno będzie to lotnisko na którym wylądujemy. Drugie znajduje się na północy wyspy i w większości obsługuje ruch pomiędzy wyspami archipelagu oraz Hiszpanią.

Wypożyczenie samochodu

Cena za wypożyczenie samochodu zależna jest od kilku czynników; terminu rezerwacji, porównywania i przeglądania ofert oraz rodzaju samochodu  . Sprawdziłem kilka ofert i zapłaciłem  €216 za dwa tygodnie. Cena dotyczy tylko samego wynajęcia samochodu.  Na miejscu zdecydowałem się na pełne ubezpieczenie, które wyniosło  dodatkowo €286, zamiast depozytu €1400 zablokowanego na karcie. Do tego dochodzi jakaś opłata lotniskowa,  podatek czy na odwrót oraz zabezpieczenie za paliwo w wysokości €77 i cena ostateczna zrobiła się  €407. Co dało w sumie  €623, za dwa tygodnie, za samochód z kategorii D, Ford Focus. Przy oddaniu samochodu zostanie zwrócone €77 ale tylko wtedy, kiedy bak będzie pełny, bo z takim odbieramy samochód z wypożyczalni. Czy podjęta decyzja o pełnym ubezpieczeniu była słuszna? To okazało się już trzeciego dnia na jednym z parkingów miejskich Puerte de la Cruz, miasta gdzie spędzaliśmy nasze wakacje. Dwie parkingowe rysy i jedno przetarcie, co według wyceny wypożyczalni może dać kwotę nawet €500.
Paliwo nie jest drogie, jak na wyspę, na którą trzeba wszystko dostarczyć, benzyna to €1,02. Czy warto wypożyczyć samochód? To zależy od tego jaki mamy plan na spędzanie wakacji. Jeżeli basen lub plaża i tylko relaks z drinkiem w ręku, to nie ma  najmniejszego sensu, koszty są duże. Jednak kiedy mamy w planie zobaczyć trochę wyspy, owszem można autobusem lub busem ale samochód wydaje się mniej ograniczający naszą swobodę przemieszczania się. Zresztą nas była piątka osób, to korzystanie z komunikacji publicznej wcale nie wyszło by taniej. Sam dowóz z południowego lotniska na północ dla pięciu osób to co najmniej €100.

Północny rejon Teneryfy, Puerto de la Cruz

Puerto de la Cruz, to nasze miasto na następne dwa tygodnie. Hotel rezerwowaliśmy na popularnej stronie. Dlaczego wybraliśmy Teneryfę półncną? Nie mogę porównać tych dwóch rejonów, ponieważ byliśmy tylko na północy, wybraliśmy tę destynację na podstawie opisów ludzi , którzy już tam byli. Północ jest bardziej zielona i bliżej znajduje się trochę atrakcji turystycznych. Park Narodowy Teneryfy z olbrzymim wulkanem Teide, malowniczo  położona wioska Masca, Dragon Tree, najstarsze drzewo wyspy,  jedno z największych na świecie obserwatorium Słońca  oraz muzeum rdzennej ludności wysp kanaryjskich i wiele innych. Niedaleko także jest do stolicy lokalnej autonomii i największego miasta Teneryfy, Santa Cruz.

Puerto de la Cruze jest bardzo przyjemnym miastem. Dużo zieleni, bardzo ładny deptak wzdłuż linii brzegowej. Dużo kawiarni, restauracji, sklepów. Fajna stara zabudowa miesza się z tą trochę mniej fajną, nową, wysokimi hotelami i blokami, jednak, ta stara kolorowa z wąskimi uliczkami, doskonale oddaje klimat starego miasta. Położenie też jest bardzo ciekawe, możemy mieć wręcz wrażenie typowo górskiego miasta. Wszędzie wzniesienia, podjazdy
i zjazdy. Z jednej strony mamy plaże, które opiszę poniżej, z drugiej strony widać góry, zalesione, zieleń dominuje w ich kolorze a jeszcze nad nimi króluje Teide, któremu także warto poświęcić osobny opis.

Ale pierwsze co interesować może każdego to trochę o pogodzie. W tym rejonie wyspy nie jest chyba  tak przewidywalna jak na południu. Jak patrzę na prognozę, jest zawsze pełne słońce, lub
z lekką chmurką. Jednak bardzo często występuje zachmurzenie, które najbardziej zawiesza się przy górach na około miasta. Po godzinie znowu pojawia się słońce i już cały dzień żar bije z nieba. Opisuje to będąc na Teneryfie północnej w sierpniu. Mnie tak pogoda pasuje. Nie zawsze słońce a jednak gorąco i zawsze możliwość wskoczenia do oceanu bez szoku, że tu gorąca plaża a tam zimna woda. W zasadzie wszystko jak na zamówienie, doskonała pogoda i doskonała temperatura wody. Warto jednak pamiętać, sam byłem zdziwiony, chmury nie oznaczają, że nie spalimy się i nie będziemy cierpieć w nocy smarując się kremami po opalaniu. Byłem opalony już w pierwszy dzień pobytu, a nie zobaczyłem promyczka słońca ani przez chwilę.

Plaże Puerto de la Cruz, są piaszczyste, a dokłaniej jest to pył wulkaniczny. Przyzwyczajeni  do złocistego lub żółtego piasku, czarny  kolor plaży na początku lekko zaburza nasze postrzeganie. Plaja Jardin jest właśnie taką plażą, oczywiście nie jedyną. Podzielona jakby na kilka części, małymi cyplami wypuszczonymi w ocean, na których stoją skały powulkaniczne, tworząc malowniczy krajobraz. Na każdej z części jest inaczej. Pierwsza, położona zaraz przy falochronie, który rozdziela plażę od urwiska, jest bardziej kamienista. Tzn. na plaży leżą małe kamyczki i to samo przy wejściu do wody, kłują lekko w stopy. Fale oceanu biją tutaj dość mocno. Środkowa część, wąska, znów kamienista, ale bardzo spokojna. Gdy po bokach ocean szaleje z wysokimi falami, tutaj jest spokojniej, można popływać, jednak nie przypadła nam do gustu, troszkę jak większa sadzawka, ale to nasze wrażenia. Najlepszą część plaży według nas, jest ta trzecia. Chodzenie po czarnym pyłku  jest przyjemne, chyba, że nagrzeje się od słońca, to wtedy parzy. Linia brzegowa przy wejściu do oceanu, także piaszczysta i chyba największa atrakcja, potężne fale, które uderzają o brzeg. W niektórych momentach potrafią zwalić z nóg a kiedy wpadamy pod wodę, która cofa się po przybyłej fali, następna uderza nas znowu. Trzeba naprawdę uważać, zabawa jest fajna ale niebezpieczna.

Przed wejściem do plaży, są piękne ogrody z bujną roślinnością, palmy, kaktusy, fikusy i inne drzewa, wśród nich alejki i trawniki. Pomiędzy ogrodami a plażą, jest promenada, z kawiarniami, restauracjami. Są dostępne przebieralnie, ubikacje i prysznice. Warto zwrócić uwagę na murki i ściany, ułożone z kamienia, pomiędzy nimi mieszkają jaszczurki. Często wychodzą i pną się  lub schodzą na ziemię. Nie stanowią zagrożenia dla człowieka i są stałym elementem krajobrazu Wysp Kanaryjskich.

Lago Martianez,  to kompleks wypoczynkowy z basenami,  położonymi przy jednej z plaż miasta, Playa Martianez. Wejście kosztuje €5,50 od osoby dorosłej. Ta terenie jest kilka basenów, wypełnionych wodą morską, mniejsze, większe, o różnej głębokości i rożnych dodatkach uatrakcyjniających ich wygląd. Wulkaniczne skały na środku kąpieliska, czy mała kładka łącząca brzeg z wysepką, na której znajduje się knajpka. Obok mały wodospadzik i tak dalej i tak dalej. W największym kąpielisku dodatkowo zamontowano olbrzymią fontannę. Niestety mieliśmy pecha. Wybraliśmy się na baseny w niedzielę i akurat w weekend fontanna jest nieczynna. Dostępne są przebieralnie, ubikacje i w cenie biletu możemy zająć sobie leżak wraz z materacem, w dowolnym miejscu kompleksu. Za dopłatą o ile dobrze pamiętam €3 możemy skorzystać z jacuzzi. Też akurat było zamknięte. Byliśmy, zobaczyliśmy, dotknęliśmy i szczerze mówiąc, ten jeden raz wystarczył. Największa frajda to jednak ocean, plaże i fale.

Puerto de la Cruz słynie także z ogrodu botaniczno-zoologicznego Loro Parque. Początkowo park został stworzony z myślą o papugach, loro to w języku hiszpańskim papuga, dzisiaj na 13,5 hektarach znajduje się rezerwat dla różnych zwierząt i dla wielu gatunków roślin. Park może pochwalić się ponad 40 milionami odwiedzających rocznie.  Oczywiście papugi także nadal mają swoje miejsce wśród zwierząt zamieszkujących Loro Park. Jest ich ponad 4000 z 350 gatunków i podgatunków, co daje największą kolekcję papug na świecie.  Kolejnymi rekordami parku są : największy basen z delfinami i najdłuższy szklany tunel z rekinami w Europie oraz największa na świecie kryta wystawa pingwinów.
Oprócz delfinów i pingwinów w parku mieszkają  szympansy, goryle, lwy morskie, jaguary, tygrysy, amerykańskie aligatory, gigantyczne żółwie czy małe wydry. Wsród stworzeń wodnych, orki, koniki morskie, rekiny i róznych kolorów meduzy. Ptactwo jak już wspomniałem, to głównie papugi ale także flamingi, pelikany czy bażanty.
Na terenie parku odbywają się także pokazy tresury z lwami morskimi, orkami, delfinami a także z papugami. 
Inne atrkacje parku to plac zabaw dla dzieci „Kinderlandia”, Targ Gambijski, wioska tajlandzka oraz muzeum papug. Oczywiście znajdziemy tam także kawiarnie czy restauracje. Do parku mieliśmy piechotą około 5 minut od hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Do parku możemy dojechać samochodem, są dostępne parkingi na terenie parku, także autobusem czy jeżdżącym po mieście z wyznaczonymi stacjami specjalnym „pociągiem” Loro Parku.
Wspomnę tylko, że po sukcesie Loro Parque, właściciele wybudowali jescze jeden park Siam Park, tym razem na południu wyspy, który został otwarty w 2008 roku (Loro Park powstał w 1972 roku). Siam Park jest typowym parkiem wodnym, z wieloma basenami, zjeżdżalniami, prawdziwe wodne szaleństwo.
Ceny biletów są zróżnicowane,  zależne od tego czy zwiedzamy sam Loro Park czy chcemy wykupić sobie od razu wejściówkę także na Siam Park. Jeżeli zdecydujemy się na twin ticket czyli zwiedzanie dwóch parków to mamy na to 15 dni. Możemy także wykupić bilety typu premium, które obejmują oprócz wejścia do parku, rezerwację miejsc na trzech pokazach, orki, lwy morskie i delfiny. Luch w samoobsługowej restauracji Choza del Duque oraz 1:45 godz Discover Tour wycieczkę za „kulisy parku”. Wykupienie tylko Discover Tour jest najtańszą opcją zwiedzania parku i nie obejmuje pokazów. Najdroższa opcja to Loro Parque Diamond Tour obejmująca wszystkie atrakcje parku, z miejscami VIP podczas pokazów oraz lunch w restauracji Brunelli’s Steakhouse (położona naprzeciw parku). Jak widać wybór zwiedzania jest bardzo rozległy i w 2018 roku najtańsza opcja to €11 najdroższa €88 (ceny dla jednej osoby dorosłej, za dzieci zapłacimy troszkę taniej).

Jardin Botanico – uważany za jeden z najpiękniejszych ogrodów botanicznych na świecie, około 400 tysięcy odwiedzających rocznie. Na zwiedzanie ogrodu trzeba zarezerwować co najmniej dwie godziny. Historia ogrodu rozpoczęła się w 1788 r. za sprawą króla Carlosa III. Kolejna atrakcja miasta Puerto de la Cruz posiada bardzo dużą i ważną kolekcję roślin tropikalnych i subtropikalnych. Te piękne rośliny i drzewa, mogą wzbudzać zainteresowanie odwiedzających nie tylko swoją prezencją, ale także ze względu na wiek, wielkość, rzadkość występowania jak i pochodzenie. Ogród botaniczny znany jest nie tylko jako atrakcja dla turystów, ale także jako instytucja naukowa zajmująca się uprawą i pielęgnacją rzadkich roślin. Wstęp jest płatny ale w przypadku tego ogrodu można napisać, że wręcz symboliczny, ponieważ wynosi €3.

Obserwatorium Astronomiczne Teide

Wyspy Kanaryjskie, to jedno z trzech miejsc na ziemi, gdzie są najlepsze warunki do obserwacji nieba. Dwa następne to Chile i Hawaje. Instituto de Astrofisica de Canaris znajduje się na Teneryfie i na La Palma. To, na Teneryfie położone jest na wysokości około 2400 m i zajmuje obszar 50 hektarów. W 1964 roku uruchomiono pierwszy teleskop, dzisiaj znajduje się tutaj kilka teleskopów, które są własnością ponad 60 instytucji z 19 państw. Teleskopy do obserwacji Słońca, jedne z największych na świecie, do obserwacji nieba nocą, w podczerwieni jak i promieniowania mikrofalowego. Obecność człowieka w niektórych obiektach jest już zbędna. Duża ilość teleskopów, to roboty sterowane zdalnie przez internet. Wszystkie budynki na terenie pomalowane są na biało, aby absorbować jak najmniejszą ilość promieni słonecznych, co zapobiega nagrzewaniu się budynków, a tym samym ruchu powietrza, co zwiększa jakość obserwacji.
Zwiedzanie dzienne obserwatorium, jest z przewodnikiem, podczas rezerwacji biletu mamy do wyboru w jakim języku przewodnik będzie opowiadał. Dostępne są hiszpański, francuski, niemiecki i angielski. Zwiedzanie jest wyznaczone na określoną godzinę. Po dotarciu do bramy wjazdowej, musimy zaczekać na pojawienie się przewodnika. Samodzielny wjazd na teren obserwatorium jest zakazany. Przewodnik pokieruje nas na parking dla zwiedzających, tam w zorganizowanej grupie rozpoczniemy zwiedzanie. Większość obiektów rozmieszczonych na terenie zobaczymy
z zewnątrz, właściwie ze zrozumiałych względów bezpieczeństwa. Ciekawy elementem naszej podróży po świecie nauki, będzie pokaz w „kopule wykładowej”. Na dużym ekranie zobaczymy film poklatkowy nakręcony na terenie obserwatoriów na Wyspach Kanaryjskich, następnie przewodnik opowie nam o obserwacjach głębokiego kosmosu przy pomocy teleskopów w podczerwieni, a ich działanie poznamy przy pokazie kamery pracującej na tej zasadzie. W trakcie wizyty będziemy mieli możliwość krótkiej obserwacji naszej gwiazdy dziennej, przy pomocy teleskopów ze specjalnymi filtrami. Pierwszy pokazuje fotosferę Słońca, gdzie na jego tarczy zobaczymy plamy słoneczne, jeżeli akurat będą, drugi filtr umożliwi obserwację chromosfery Słońca z jej protuberancjami. Na końcu wycieczki zwiedzimy jeden z teleskopów IAC-80, który nadal jest w użyciu przez astronomów. Zainstalowany w 1991 roku jest pierwszym teleskopem zaprojektowanym i zbudowanym w Hiszpanii.
Ile to kosztuje? Wycieczka dla osoby dorosłej to €21. Dziecko od 8 do 16 lat wchodzi za darmo,  niestety, dzieci poniżej 8-go roku życia nie mogą brać udziału w zwiedzaniu. To co opisałem powyżej to dzienne zwiedzanie obserwatorium, które w przybliżeniu trwa około 1,5 godziny.. Możemy także wykupić Astronomic Tour, który obejmuje oprócz zwiedzania dziennego, obserwacje nocną przy użyciu teleskopu dalekiego zasięgu. Koszt zaczyna się od €56 i trwa około 8 godzin. Nie opiszę wrażeń
z Astronomic Tour, ponieważ nie korzystaliśmy z tej atrakcji.
Jak dojechać do Instituto de Astrofisica de Canaris? Obserwatorium położone jest w Parku Narodowym Teide. Lokalizacja dla GPS: 28°18’08.3″N 16°30’36.1″W. Jeżeli będziemy przemieszczać się drogą oznaczoną TF-24, na pewno dotrzemy na miejsce. Jest to rejon Izaña. Pod tym linkiem możemy dokonać rezerwacji, strona dostępna jest w wielu językach.

Masyw wulkaniczny Teide

Pico del Teide, jest trzecim co do wysokości wulkanem na świecie. Jest najwyższym szczytem  na Wyspach Kanaryjskich,  a przez ich przynależność do Hiszpanii, daje mu również pierwsze miejsce wśród hiszpańskich szczytów, jego wysokość to 3718 m n.p.m. Jest to wulkan czynny, zresztą zwiedzając jego szczyty i patrząc pod Słońce można zobaczyć lekki dymek, co widać na jednym z moich zdjęć. Wulkan swoją nazwę  zawdzięcza pierwszym mieszkańcom Teneryfy, Guanczom. W ich języku oznacza Piekielna Góra.
Teide musi znaleźć się na liście do zwiedzania, jeżeli tylko wylądujemy na Teneryfie. Wrażenia są nieziemskie, dosłownie, mnie kojarzyło się  to
z licznie  publikowanymi zdjęciami planety Mars. Zacznijmy od zorganizowania sobie wycieczki na szczyt. Bilety najlepiej zarezerwować online (link). Unikniemy kolejek, chociaż nawet bilet zarezerwowany na daną godzinę nie jest gwarancją, że do wagonika wejdziemy na czas, a nawet ze względów pogodowych nasza wycieczka na górę może zostać odwołana. Mieliśmy małą obsuwę, około 30 może 35 minut. Obok kas biletowych i bramki wejścia do wagoników, znajdziemy małą restaurację, poczekalnię z tablicą informacyjną, który wagonik wjeżdża na górę, toalety i sklepik za pamiątkami, organizacja zasługuje na duży plus. Nasz wagonik nadjechał, jedziemy na górę. Stacja znajduje się na wysokości ponad 2000 m n.p.m. tutaj oddychanie jest jeszcze w miarę swobodne, wagonikiem przemieścimy się na wysokość 3 555 m. n.p.m. na stacji nazwanej La Rambleta. Widok jest niesamowity. W dole olbrzymia kaldera Las Cañadas, pasy zastygłej lawy, wszędzie potężne kamienie, wystające spiczaste  skałki. Naprzeciw w oddali widoczne jest obserwatorium astronomiczne, które opisałem powyżej. No i wierzchołek wulkanu. Wejście na sam szczyt jest możliwe po uzyskaniu bezpłatnego pozwolenia od strażników parku. Pytałem w informacji, w okresie letnim trzeba pomyśleć przynajmniej trzy miesiące wcześniej o takim zapytaniu,w okresie zimowym, kiedy ruch jest mniejszy, wystarczy miesiąc przed. Na górze mamy wyznaczone trasy, które kończą  się na punkcie widokowym. Jeden
z nich to Mirador La Fortaleza, drugi Mirador Pico Viejo. Ten ostatni jest chyba najbardziej imponującym punktem widokowym, to na nim mamy możliwość podziwiania ogromnego krateru wulkanu Pico Viejo, który jest częścią kompleksu wulkanicznego Teide. Krater ten ma średnicę blisko 800 metrów, a ostatnia erupcja miała miejsce w 1798 roku. W oddali widać sąsiednią wyspę La Gomera.
Idąc wśród olbrzymich kamieni, pamiętajmy na jakiej wysokości się znajdujemy. Tutaj powietrze jest  rozrzedzone i tym samym trochę szybciej się męczymy. Od czasu do czasu poczujemy lekki odór siarki, ale na wulkanie to normalne, zwłaszcza wciąż uznawanym za czynny. Zalecane jest aby ubrać się troszkę cieplej i osłonić od słońca. Nam pogoda dopisała idealnie. Słaby wiaterek, brak chmur. Różnica temperatur podawana na stacji, pomiędzy dołem a górą to około 13 stopni C. Przebywanie na górze obliczone jest średnio na jedną godzinę. Oczywiście jeżeli mamy zacięcie do zdobywania szczytów, tylko wspinając się po szlakach nie musimy korzystać z wagoników, jak również możemy wykupić bilet na tylko jeden przejazd, góra lub dół. Zwiedzanie Teide nie musi również kończyć się tylko na tych dwóch punktach widokowych. Dalsze ścieżki są bardziej wymagające, teren jest dość nieregularny, jednak tam znajdują się kolejne niesamowite widoki i kolejny wulkan Chinyero, którego erupcja była ostatnią na wyspie w 1909 roku.

Drago Milenario czyli Tysiącletnie smocze drzewo

Dracena smocza, smocze drzewo, jest to bardzo rzadko występująca roślina. Gatunek endemiczny dla Wysp Kanaryjskich i Madery, ale nawet tutaj  występuje w niewielkiej ilości. Dla rdzennych mieszkańców „kanarów”,  Guanczów było to magiczne drzewo, drzewo mądrości i płodności , żywica wypływająca po nacięciu drzewa używana była jako lekarstwo, a także do  balsamowania ciał. Jej czerwonawy kolor, który wynikał z utleniania się przy kontakcie z powietrzem, nazwano smoczą krwią. To na Teneryfie Drago Milenario uważane jest za największe i najstarsze drzewo z tego gatunku na świecie. Początkowo jego wiek określano na 1000 lat, stąd nazwa milenario, hiszp. tysiącletni, jednak w 1975 roku ponowne badania szacowały wiek drzewa w setkach. W niektórych źródłach podaje się pomiędzy 800 a 400 lat, a jeszcze w innych pomiędzy 250 a 365 lat. Wiek draceny smoczej jest bardzo trudny do określenia ze względu na brak jednolitego pnia i słoi,  jakie występują u większości drzew.
Icod de los Vinos,
 to miejscowość w północnej części Teneryfy i tam znajdziemy Drago Milenario  w  Parque del Drago. Teren parku nie jest duży, oprócz drzewa znajduje się tam mały ogród botaniczny, sklep z wyrobami lokalnych rzemieślników oraz punkt gastronomiczny. Za wejście do parku trzeba zapłacić €5. Jeżeli wystarczy nam podziwianie tego olbrzyma z  odległości, to można skorzystać z punktu widokowego przy placu Plaza de Andrés de Lorenzo Cáceres.

Masca

To nazwa  wioski i regionu położonego w połnocno-zachodniej części Teneryfy u podnóża gór Teno. Położenie wioski  to wysokości od 600 m n.p.m  do 800 m n.p.m.  Region uznawany za  jeden z najbardziej malowniczych na wyspie, otoczenie wioski jest wręcz magiczne. Stąd rozpoczyna się wspaniała trasa wąwozem, którym dojdziemy do plaży położonej  wśród klifów Los Gigantes.  Z plaży mamy dwie drogi, pierwsza to powrót wąwozem Masca do wioski, druga, wynajęcie łodzi, którą dostaniemy się do portu Los Gigantes. Wioska to około 50  budynków, porozmieszczanych po górzystym terenie, pośród zieleni i skał. Styl w jakim zbudowane są domy,  uważany jest za  tradycyjną architekturę kanaryjską. Dodatkową atrakcją ma być przypowieść, o tym że wioska przez trudną dostępność, była kiedyś schronieniem dla piratów.
Podjeżdżaliśmy od strony Santaiago del Teide drogą TF-436,  trasa dojazdowa jest bardzo kręta i wąska. Uważam, że też jest to pewnego rodzaju atrakcja turystyczna. Po drodze jest kilka punktów widokowych, na których warto się zatrzymać, niesamowite widoki na wzgórza pokryte dość gęsto drzewami, co chwilę przesłaniają je przepływające chmury, później odsłonięte,  oświetlało słońce. Przejechaliśmy przez wioskę, w stronę Las Portelas. Droga jest wciąż wąska i kręta, a my pniemy się coraz wyżej. Na kolejnym miejscu widokowym, prawie dotykaliśmy chmur rękami. W oddali, wśród skał było widać ocean. Masca to kolejne miejsce Teneryfy, które musimy zaznaczyć jako „warto zobaczyć”.

Playa de Las Teresitas

to plaża położona nieopodal stolicy Teneryfy, Santa Cruz. Pierwotnie plaża jak każda na wyspie składała się głównie ze skał i niewielkiego paska czarnego powulkanicznego piasku. W latach siedemdziesiątych postanowiono stworzyć sztuczną plażę z białym piaskiem. W 1973 roku z zachodniej części Sahary, na to przedsięwzięcie wysłano na Teneryfę 270 tysięcy ton piasku. Po jego „położeniu” zaprojektowano dwa pomosty i kilometrowy falochron znajdujący się 150 metrów od plaży, aby fale nie przenosiły piasku. Wzdłuż plaży zasadzone zostały palmy, są miejsca parkingowe, sanitariaty. Jest jedną z najpopularniejszych plaż na Teneryfie.

Museo Guancze

Guanczowie to pierwsi mieszkańcy Wysp Kanaryjskich przed przybyciem kolonizatorów hiszpańskich. Zresztą to kolonizacja wyspy przyczyniła się w głównej mierze do wyginięcia tych rdzennych mieszkańców , podczas wojen z najeźdźcą. Wielu także sprzedawano jako niewolników, a niektórzy się poddali, przechodząc na katolicyzm. Guanczowie zamieszkiwali głównie jaskinie, posiadali swój język i swoje wierzenia. Niestety kultura ich zanikła w XV wieku i tylko nieliczne ślady wskazują na ich obecność na wyspie. Muzeum poświęcone tej rdzennej ludności Teneryfy znajduje się w Icod de los Vinos, czyli w tym samym mieście gdzie Smocze Drzewo, które opisałem wyżej. Miasto zostało założone w 1501 r. i przed najazdem hiszpańskim, było ważnym ośrodkiem dla ludności Guanczów. Gdzie znajduje się muzeum? No właśnie, w dużym centrum handlowym miasta, Centro Comercial La Magalona. Na jednej z kondygnacji musimy znaleźć kolorową witrynę muzeum, automatyczne drzwi i z nasłonecznionego holu centrum handlowego znajdziemy się w ciemnych pomieszczeniach muzeum. Cena za wejście to €6. Dostaniemy elektronicznego przewodnika, niestety języki dostępne to: hiszpański, niemiecki, angielski i chyba rosyjski. Eksponaty, to głównie reprodukcje coddziennego życia rodzimych mieszkańców Wysp Knaryjskich, czyli postaci wykonane w naturalnych rozmiarach w ich coddziennym życiu. Poznajemy ich wygląd, mały skrawek tego jak wyglądało otoczenie, domostwa i tym podobne. W gablotach umieszczone są znaleziska pochodzące z tamtego okresu, a o wszystkim, jak już wspomniałem opowie nam elektroniczny przewodnik.

Plantacje bananów i aloesu

Przemierzając Teneryfę nie sposób pominąć ten stały fragment krajobrazu, plantacje bananów. Banan na wyspy przybył z afrykańskich kolonii, dzięki portugalskim kupcom. Nie zwiedzaliśmy plantacji od środka, chociaż jest to możliwe. Kilka gospodarstw umożliwia wycieczkę pomiędzy bananowcami z przewodnikiem. W programie zwiedzania jest także degustacja. No właśnie, jak smakuje banan chyba wie każdy, ale jak smakuje banan kanaryjski wychodowany w idealnym klimacie i na wulkanicznej glebie. Jest jakby bardziej skondensowany, to chyba najwłaściwsze słowo określające jego smak, do tego słodki i mięciutki. Serwowane były coddziennie w stołówce hotelu. Niestety nie kupimy go w sklepach europejskich, według UE nie są wymiarowe i coś nie tak z ich krzywizną, dlatego plantacje z wysp wypełniają lokalne zapotrzebowanie na banana. Wyrabia się z niego dżemy, róznego rodzaju desery czy likiery.
Drugą rośliną z którą zetkniemy się niemal wszędzie na Teneryfie to aloes. Produkty z aloesem ze względu na niezliczoną ilość zastosowań w kosmetyce i farmakologii, są dostępne w różnej postaci i praktycznie wszędzie na wyspie, w mieście Arona znajduje się Aloe Park, założony w 1987 r. ,tam możemy dowiedzieć się więcej o tym sukulencie i jego zastosowaniu. Wspominamy o parku , jednak także tam nie trafiliśmy, ale trochę kosmetyków z aloesem zakupiliśmy, moim faworytem był płyn po goleniu.

No cóż wakacje dobiegły końca i czas wracać. Teneryfa dla nas okazała się kapitalnym miejscem na wakacje. Dwa tygodnie, pozwoliły wypocząć leżakując na plaży, zrelaksować się pływając w ciepłym oceanie, powalczyć z falami i zwiedzić trochę północnej części wyspy. Hotel w którym mieszkaliśmy nie należał do apartamentów królewskich, ale nie był drogi i położony dość blisko plaży. Zresztą nie przyjechaliśmy tam z myślą przesiadywania w hotelu. Jedzenie było super. Mieliśmy wykupione śniadania i kolacje a obiady jadaliśmy na mieście, co pozwala na skosztowanie wielu fajnych dań i deserów z lokalnej kuchni. Trochę ciężko jest się porozumieć w języku angielskim, jako tym najbardziej uniwersalnym, raczej tylko język hiszpański, ale jeżeli człowiek chce to zawsze się dogada. Trafiliśmy na kilku kelnerów, którzy „wymusili” na nas naukę podstaw hiszpańskiego, jak „rachunek proszę” czy kilku zwrotów grzecznościowych co też daje niezłą frajdę i może potwierdzić, że podróże kształcą. Naprawdę było warto się tam wybrać.



Polub nas i udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.